Potrzeby i możliwości polskiej transplantologii. Jak osiągnąć europejski poziom?

przez Aleksandra Bąkała

Mamy przyjemność zaprezentować Państwu debatę na temat potrzeb i możliwości polskiej transplantologii, w której wzięli udział wybitni eksperci związani z medycyną transplantacyjną. Debata odbyła się w Instytucie Kardiologii podczas obchodów Światowego Dnia Donacji i Transplantacji. Organizatorem uroczystości było Stowarzyszenie Transplantacji Serca.

Światowy Dzień Donacji i Transplantacji
13 października 2010

Red. Krzysztof Michalski:
Proszę Państwa, od wielu tygodni jesteśmy świadkami dramatu 6-letniego Tomka. Media relacjonują tę sprawę bardzo szeroko i  jestem ciekaw, jaki będzie  efekt odłożony; czyli efekt pogłębiony tej całej sprawy. Ale myślę, że bez względu na to, co pozytywnego dzieje się, jeśli chodzi o nastawienie społeczne do transplantacji, ciągle nam daleko do standardów zachodnioeuropejskich. I właśnie o tym, jak osiągnąć ten poziom zachodnioeuropejski, jakie są potrzeby i możliwości polskiej transplantologii, będzie dzisiejsza debata. Debata, której organizatorami są: Instytut Kardiologii w Warszawie, firma Novartis ? inicjator akcji ?Drzewo życia? i Stowarzyszenie Transplantacji Serca. A gospodarzami spotkania są:

  • Prof. Witold Rużyłło - dyrektor Instytutu Kardiologii,
  • Prof. Jacek Różański - kierownik II Kliniki Chirurgii i Transplantologii Instytutu Kardiologii,
  • Prof. Jerzy Korewicki - kierownik Kliniki Niewydolności Serca i Transplantologii Instytutu Kardiologi.


  • W dyskusji wezmą również udział:

  • Prof. Magdalena Durlik - prezes Polskiego Towarzystwa Transplantacyjnego, kierownik Kliniki Medycyny Transplantacyjnej i Nefrologii Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus
  • Prof. Piotr Kaliciński - konsultant krajowy ds. chirurgii dziecięcej, kierownik Kliniki Chirurgii Dziecięcej i Transplantacji Narządów Instytutu ?Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka? w Warszawie,
  • Dr hab. n. med. Sławomir Nazarewski - prorektor do spraw Klinicznych, Inwestycji i Współpracy z Regionem (WUM), sekretarz generalny PTT,
  • Prof. Wojciech Rowiński - konsultant krajowy ds. transplantologii klinicznej, wiceprezes Polskiej Unii Medycyny Transplantacyjnej,
  • Prof. Janusz Wałaszewski - dyrektor Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji POLTRANSPLANT,
  • Dr n. med. Karol Wierzbicki - kierownik Zespołu Przeszczepowego w Klinice Chirurgii Serca, Naczyń i Transplantologii w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II.

Jak wspomniałem, organizatorem spotkania jest także Stowarzyszenie Transplantacji Serca. Witam serdecznie Prezesa Stowarzyszenia ? Pana Mirosława Czechowskiego; pilota, który woził serduszka i chorych, prezesa koła warszawskiego ? Pana Henryka Kubiaka. Chciałbym również serdecznie przywitać Pana Tadeusza Żytkiewicza. To taka ikona naszej transplantologii ? najstarszy pacjent z przeszczepionym sercem; operowany 23 lata temu. Jest dzisiaj z nami wiele osób po przeszczepie. Witam Państwa serdecznie ? bo państwo są tutaj szczególnymi gośćmi. Zadzwonił do nas ks. Piotr Sadkiewicz, który często bierze udział w moich programach. Nie mógł przyjechać, ale prosił, żeby wszystkich państwa serdecznie przywitać.
Jest dzisiaj z nami wielu pracowników Instytutu. Witam państwa bardzo serdecznie.
Proszę teraz o zabranie głosu Pana Profesora Witolda Rużyłło ? dyrektora Instytutu Kardiologii.

Prof. Witold Rużyłło:
Szanowni Państwo, to jest zupełnie wyjątkowy dzień dla Instytutu, dla mnie. Jak patrzę na grono osób, które zgodziło się wziąć udział w spotkaniu, jak patrzę na przyjaciół, znajomych, wybitne postacie polskiej transplantologii, to myślę, że jest to również święto Instytutu Kardiologii a nie tylko święto Dnia Donacji i Transplantacji.
Witam oczywiście wszystkich Państwa, wymienionych przez red. Michalskiego.
W Instytucie Kardiologii przeszczepiamy serca od 2001 roku. Tych serc przeszczepiliśmy już 245. Pionierem w tym zakresie w Instytucie Kardiologii (ale nie tylko) był Profesor Religa.
W tym roku dotychczas wykonano przeszczep serca u 21 chorych. W zeszłym roku u 25. Wydaje się, można powiedzieć, że coś drgnęło. Jest lepiej ? jeśli chodzi o dawców. Chcę powiedzieć jeszcze jedną rzecz. Dwa ostanie przeszczepy ? to byli chorzy, którzy czekali na przeszczep na sztucznych komorach. Co byśmy nie powiedzieli o walorach, wartościach tych komór - one ciągle spełniają niesłychanie ważną rolę, bo pozwalają (tak jak w tych dwóch przypadkach; sprzed czterech dni i z dnia wczorajszego) doczekać młodym mężczyznom na przeszczep serca. Dlatego teraz chcę poprosić moich kolegów z Instytutu Kardiologii; prof. Korewickiego i prof. Różańskiego ? żeby krótko przedstawili Państwu nasze problemy, nasze sprawy związane z przeszczepami serca, tak jak są one postrzegane w Instytucie Kardiologii.

Prof. Jerzy Korewicki:
Przeszczepianie serca to dziedzina medycyny wymagająca współpracy kardiologów, kardiochirurgów i transplantologów. Konieczne jest również istnienie specjalistycznego systemu opieki nad chorymi, którzy są potencjalnymi kandydatami do przeszczepienia serca i chorymi po przeszczepie. Powinna to być sieć ośrodków współpracujących z ośrodkiem referencyjnym, w którym wykonywane są wszystkie procedury kardiologiczne, kardiochirurgiczne - łącznie z przeszczepami serca. Instytut Kardiologii tworzy taki system. Efektem działania systemu powinna być poprawa wyników przeszczepiania, zwiększenie liczby dawców i biorców.
Znacznie ograniczona liczba dawców, skutkująca małą liczbą przeszczepień w Polsce, powoduje że przeszczepiani są głównie chorzy w trybie pilnym, a więc chorzy wysokiego ryzyka. W chwili obecnej wykonywanych jest rocznie ok. 80 przeszczepień serca w Polsce. Opierając się na danych światowych rejestrów przeszczepień serca, można szacunkowo założyć, że powinno być w Polsce wykonywanych ok. 300 przeszczepów rocznie. Proporcjonalnie do tej liczby powinno być zarejestrowanych co najmniej 600 chorych z niewydolnością serca, zakwalifikowanych do przeszczepu niezależnie od trybu zabiegu ? planowy vs pilny.
Sieć ośrodków opiekujących się chorymi wstępnie zakwalifikowanymi do przeszczepu serca, mogłaby spowodować spadek odsetka przeszczepień nagłych, chorych w stanie skrajnie ciężkim, często nie do końca zdiagnozowanych, głównie pod kątem przeciwwskazań. Ideałem byłaby sytuacja, w której chory byłby przygotowywany i wstępnie kwalifikowany jako ?pilny? przez kardiologów. Pozostała część chorych ze wskazaniami pilnymi, u których istnieją wątpliwości co do ustalenia wskazań/przeciwwskazań do przeszczepiania, powinna mieć rozpoczęte mechaniczne wspomaganie serca, które poprawiając stan wydolności narządów miąższowych obniżyłoby ryzyko zabiegu.
Tak więc poprawy w leczeniu chorych z ciężką niewydolnością serca, w tym chorych kwalifikowanych do przeszczepu serca jak i wyników przeszczepiania serca należy upatrywać w tworzeniu sieci specjalistycznych ośrodków, udostępnienia tym ośrodkom niezawodnych systemów mechanicznego wspomagania serca oraz zaktywizowaniu koordynatorów programu przeszczepiania serca, tak aby donacja narządów wzrosła 4 krotnie ? średnio z 10 do 40 na 1 milion mieszańców.

Prof. Jacek Różański:
Po tych dwóch wystąpieniach ? Dyrektora Instytutu oraz Profesora Korewickiego, którzy powiedzieli o historii przeszczepów serca w Instytucie Kardiologii oraz o problemach w prowadzeniu chorych z ciężką niewydolnością krążenia i kwalifikacją do transplantacji - chciałbym powiedzieć, że miałem zaszczyt objąć klinikę po prekursorze transplantacji serca jakim był Pan Profesor Zbigniew Religa, który jak wiemy wszyscy w 1985 roku dokonał pierwszego, przeszczepu serca w Polsce.
Jest to początek ery transplantacji serca. Instytut Kardiologii spełnia ogromną rolę w przeszczepach serc w Polsce. Tych przeszczepów (tak jak mówił już Pan dyrektor Rużyłło) wykonaliśmy w sumie 245.
Liczba przeszczepów wykonywanych w Instytucie cały czas pozostaje na podobnym poziomie ? jest to 1/3 wszystkich przeszczepów w Polsce.
W 2001 roku było ich 31, później jak Państwo wiedzą ? po niefortunnych wypowiedziach niektórych polityków ? liczba przeszczepów w naszym Instytucie spadła do 16. W tej chwili ? mozolną pracą wszystkich nas, którzy zajmują się transplantologią odbudowujemy zaufanie i ta liczba rzeczywiście wzrasta.
Instytut Kardiologii jest wiodącym ośrodkiem w leczeniu chorych z krańcową niewydolnością krążenia. Stosujemy u tych pacjentów mechaniczne wspomaganie krążenia. Jest to ratunek dla chorych , którzy wymagają przeszczepienia serca, a nie mają dawcy lub dla tych którzy zostali zdyskwalifikowani z transplantacji. Wykorzystujemy polskie sztuczne komory serca - system POLVAD. Niestety ma on swoje niedoskonałości. Nie można ich stosować długo. Optymalnym rozwiązaniem dla chorego, któremu wszczepiono sztuczne komory jest przeszczep w ciągu 3, a maksymalnie 5 miesięcy. Nie zawsze jest to jednak możliwe. Zwiastunem pozytywnych zmian i postępu w dziedzinie mechanicznego wspomagania krążenia w Polsce może być implantacja systemu HEARTWARE, którą wykonano jak do tej pory w II Klinice Kardiochirurgii i Transplantologii IK i Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Urządzenie HEARTWARE to pompa 3 generacji, całkowicie implantowana, wspomagająca lewą komorę serca. Nie ma kontaktu z przestrzenią zewnętrzną, w związku z tym ryzyko infekcji jest mniejsze. Nadaje się do długoterminowego wspomagania i może być alternatywą dla pacjentów zdyskwalifikowanych z transplantacji serca. Doświadczenia innych ośrodków z tym systemem pokazują, że pacjenci uzyskują tak dobry komfort życia, że wielokrotnie nie chcą zgodzić się na transplantację jeśli wspomaganie zostało u nich zastosowane jako rozwiązanie czasowe.
To na co należy zwrócić szczególną uwagę to edukacja lekarzy pracujących w ośrodkach zgłaszających dawców do przeszczepu. Wprawdzie ostatnio takich zgłoszeń jest niemało, jednak prawie 50% zgłaszanych dawców nie kwalifikuje się do pobrania od nich serca. Kryteria, które musi spełniać serce dawcy, żeby mogło być przeszczepione są bardzo restrykcyjne. Kształcenie lokalnych koordynatorów zwłaszcza w zakresie tych szczegółowych kryteriów i prawidłowa kwalifikacja do HTX wydają się być kluczowe dla zwiększenia ilości wykonywanych przeszczepień serca w Polsce.

Prof. Janusz Wałaszewski:
To co Pan zechciał powiedzieć na temat województw to jest sprawa, która wymaga osobnego omówienia.
Jesteśmy w przededniu Święta Transplantacji. Światowego Dnia Transplantacji. Chciałbym raczej spojrzeć na to pozytywnie niż wytykać komuś, że nie zgłasza odpowiedniej ilości dawców. To jest podstawowa sprawa. Światowy Dzień Dawców nie jest świętem kościelnym. Każde państwo ma niezależnie od tego swoje święto. My mamy 26 stycznia. Wtedy celebrujemy nasz Dzień Transplantacji.
Mówiąc o przeszczepianiu serca ? zdajmy sobie sprawę z pewnej skali tego problemu. Co roku w ostatnich latach na świecie wykonuje się 5 tysięcy zabiegów przeszczepienia serca. Z czego w Europie 2 tysiące. Liczba przeszczepów w Europie w przeciągu jednego roku zmniejszyła się o 90, światowa wzrosła o 100. To są dane, które mają Państwu odzwierciedlić skalę problemu. Oczywiście jest to metoda w ekstremalnych chorobach serca, która ratuje życie ludzi. Ja co prawda jestem tylko członkiem honorowym Stowarzyszenia Transplantacji Serca, ale widzicie Państwo wszystkich tych szczęśliwców, którzy mieli przeszczepienie serca. Wszystko zaczyna się od tego ? o czym mówił Pan Profesor Korewicki ? od  dostępności metody leczenia. W Polsce na jeden ośrodek kwalifikujący przypada 7,5 miliona mieszkańców. W Europie ta liczba jest ograniczona do dwóch, trzech milionów na jeden ośrodek transplantacyjny. Z tej dysproporcji, w sensie opieki ośrodka kardiologicznego nad populacją, wynika również stopień zgłaszania ludzi do przeszczepienia serca. W Polsce w ostatnich latach mieliśmy 4 zgłoszenia na milion populacji. W innych krajach mamy 8, 10.
Cały szereg ludzi praktycznie nie ma szans dostania się do tego systemu.
Polemizowałbym z tym określeniem, że musimy dogonić Europę, że musimy osiągnąć poziom europejski. Ten poziom to my mamy. Musimy go w większym stopniu wykorzystywać. Zgłaszalność do krajowej listy oczekujących ma związek z liczbą wykonywanych przeszczepów. W Polsce wykonuje się przeciętnie 2 przeszczepy na milion mieszkańców. W najlepszym roku 2000 (123 przeszczepy) zbliżyliśmy się do poziomu europejskiego ? mieliśmy 3,4 przeszczepów na milion mieszkańców. Te dane dotyczą tylko  przeszczepiania serca.
Sprawa jest bolesna dla nas wszystkich, że identyfikujemy mało dawców.
Zawsze to było przedmiotem trosk wszystkich, którzy tutaj siedzimy. Dlaczego tak się dzieje? Często  zrzucaliśmy to na świadomość Polaków, która może jest inna niż wszystkich mieszkańców Europy. Nie jest to prawdą. Nie jesteśmy bardziej niechętni do oddawania narządów po śmierci niż inne nacje. Z ostatnich badań wynika, że w  populacji Unii Europejskiej 58 % ankietowanych wyraża chęć oddania narządów do przeszczepienia po śmierci. W Polsce jest to 51 %. Bardzo niewielka różnica. Co więcej. Nie znaczy to ,że  jeśli w Skandynawii w której  70 % ludzi deklaruje, że mogą oddać narządy do przeszczepiania; po śmierci mają więcej dawców. Na decyzję o oddaniu po śmierci narządów do przeszczepienia wpływa znajomość  przepisów prawa a tylko co czwarty Polak wie coś na ten temat. Nie rozmawiamy na temat przeszczepiania ze swoimi bliskimi i nie wiemy kto ma jaki stosunek do oddania po śmierci przeszczepiania narządów. Dawno zauważono, że nie tylko stopień wyrażania chęci oddania narządów determinuje liczbę narządów pozyskanych ale i inne czynniki. Wszyscy wiemy, że organizacja  systemu pobieranie/przeszczepianie narządów  jest podstawą zwiększenia liczby przeszczepów. Obecnie Polska jest w szczęśliwej sytuacji. Nadchodzą dobre lata dla ludzi, którzy wymagają przeszczepienia narządów. Bo celem naszego działania jest zwiększenie dostępności przeszczepów dla ludzi, którzy tego potrzebują. Rząd podjął uchwałę o wprowadzeniu Narodowego Programu Rozwoju Medycyny Transplantacyjnej na lata 2011 ? 2020, który wpłynie na niezbędną  rozbudowę infrastruktury transplantacji. Już w b.r. pod wpływem presji środowiska transplantacyjnego i różnych inicjatyw Unii Medycyny Transplantacyjnej znaleziono rezerwę budżetową (bo wszystko zależy od finansów) na zatrudnienie 150 koordynatorów w szpitalach. To jest zasadniczy krok który w niedługim czasie  przyniesie efekty, których w tej chwili się nie spodziewamy. Bo Szpital jest  miejscem gdzie weryfikuje się możliwości pobrania narządów. Jest to wielka sprawa  dla wszystkich, którzy zajmują się transplantologią. Jest to olbrzymia rzecz dla  rozwoju transplantacji w Polsce. Rozwój transplantacji w Polsce opierał się głównie na ambicjach ludzi, którzy to wykonywali i otrzymywali życzliwe wsparcie władz. Obecnie mamy narodowy program i jeśli będziemy go dobrze realizowali sytuacja transplantologii w Polsce ulegnie znacznej poprawie.
Cała Europa, nie tylko Polska, podejmuje wysiłek zwiększenia dostępności do przeszczepienia dla ludzi chorych i dlatego bardzo dobrze się dzieje, że debatujemy na ten temat. Chciałbym bardzo podziękować Panu Profesorowi Rużyłło za zaproszenie ? czego zapomniałem zrobić na wstępie ? a czego nakazuje bon ton.

Red. Krzysztof Michalski:
Proszę Państwa, to rzeczywiście tak jest. Nawet powiedziałbym, że jest jeszcze lepszy wskaźnik ? 90 % ludzi deklaruje, że popierają ideę transplantacji.

Prof. Janusz Wałaszewski:Popierać ? to jest coś innego niż zdecydować.

Red. Krzysztof Michalski:
Tak, ale te deklaracje też są ważne i myślę, że potrzebny jest taki efekt synergiczny różnych działań. Pan Profesor wspomniał o narodowym programie. Są takie narodowe programy; np.: w zakresie onkologii. Kant mówił: ?słowa tworzą treści?, ale do tego potrzeba jeszcze determinacji rządzących i pieniędzy na wykonanie tych programów.

Prof. Witold Rużyłło:
Uważam, że w Polsce jest zrozumienie i społeczna akceptacja do wykonywania przeszczepów serca. Nie sądzę, żeby tylko co czwarta rodzina miała pełną świadomość o co tu chodzi. Ludzie wiedzą, tylko gdzieś w jakimś momencie to się nie sprawdza. My wiemy w jakim momencie. W tym momencie, kiedy dochodzi do decyzji. Sprawa koordynatorów, o których będzie tutaj mowa ? jest sprawą kluczową. Większa liczba koordynatorów w szpitalach ? powiatowych, wojewódzkich czy klinicznych ? pomogła rozwiązać problem transplantacji w Hiszpanii. Większość z Państwa tutaj siedzących zapewne wie.

Red. Krzysztof Michalski: 12 razy więcej niż w Polsce ? na milion mieszkańców.

Prof. Witold Rużyłło:
Jest to 38 milionowy naród ? taki jak nasz. I powstaje pytanie: Dlaczego? Ja pytam różnych ludzi, w różnych środowiskach.
Jak przychodzi moment decyzji o pobraniu narządu do przeszczepu to pojawiają się trudności. Na ten temat chciałbym usłyszeć opinię wybitnych ekspertów; ludzi, którzy zajmują się tym na co dzień od lat. Bo gdzieś w tym miejscu tkwi moim zdaniem główny problem.

Red. Krzysztof Michalski: Ja mam nadzieję, że wszyscy z państwa (patrzę na Panią Profesor Durlik, która nie tak dawno uczestniczyła w moim programie; mówiła o tych barierach) mają zapewne własną wiedzę na ten temat.

Prof. Janusz Wałaszewski:
Chciałbym Państwu uświadomić jedną rzecz, którą pomijamy w rozważaniach
o stosunku społeczeństwa do przeszczepiania narządów. Proszę pamiętać, że te  społeczeństwa, które miały łatwiejszą drogę, łatwiejszy dostęp do przeszczepiania ? rozpoczęły przeszczepiania dużo wcześniej są bardziej oswojone z problemami transplantacji. Pamiętajcie Państwo że w Polsce w 20 lat od pierwszego przeszczepu nerki ? było przeszczepienie serca.  Wtedy zaczęto mówić w ogóle o przeszczepieniu. 30 lat później miało miejsce przeszczepienie płuc. Nie bierzemy tego pod uwagę, że społeczeństwo musi się oswoić z pewnymi informacjami; a to wymaga czasu.
W Hiszpanii, system pobierania/przeszczepiania też budowano mozolnie. Wydawałoby się, że model hiszpański był doskonały. Pan mówił o różnicach w województwach w Polsce. Hiszpanie  mają przeciętnie  34, 35 dawców na milion mieszkańców, to w Riocha (region rolniczy) miał 3,5 dawcy na milion mieszkańców ? czyli dużo mniej niż my. Ale tam ten system lepiej działa globalnie.

Red. Krzysztof Michalski: Poproszę teraz Pana doktora Wierzbickiego, który przyjechał do nas z Krakowa. Powiedzieliśmy, że akurat Małopolska to region,
o jednym z najniższych wskaźników zgłaszalności narządów do przeszczepów w Polsce. Chciałbym, żeby Pan powiedział, jako człowiek, który zajmuje się przeszczepami serca ? o samej tajemnicy przeszczepu. Jak to jest, jak spotyka się Pan z osobą, która być może ma zdecydować, o tym, czy być dawcą?

Dr Karol Wierzbicki:
Bardzo dziękuję za zaproszenie. To naprawdę duży zaszczyt dla nas. Kraków zawsze na takich spotkaniach zaczyna od tego, że musi się tłumaczyć. Cyfry są jakie są. Ja się troszkę pochwalę ? że w tym roku jest lepiej. Nawet znacznie lepiej ? porównując lata ostatnie. Co prawda wykonano tylko 4 przeszczepy ? ale 4 przeszczepy z dobrym wynikiem i nie chcę przytaczać statystyki z lat poprzednich ale proszę uwierzyć, że jest lepiej.
W tych trzech województwach: małopolskie, świętokrzyskie, podkarpackie - problem od lat jest ogromny. Sprawdziłem nawet w biuletynie Poltransplantu. Nie chce się wierzyć ? w 2007 roku było 3 dawców z Małopolski, 1 ze świętokrzyskiego. To jest nic. W szpitalu w zachodniopomorskim, gdzie w tym czasie w jednym szpitalu zgłoszono 56 dawców. To jest przepaść. Zaczęliśmy kampanię edukacyjną w 2005 roku. Pamiętam jak dziś; w przeddzień dnia dziecka w małym w gronie 4 osób powstał taki zamysł. 80 instytucji się w to włączyło. Potężna maszyna ? łącznie z tym, że tramwaje krakowskie były wymalowane logo naszej kampanii ?Nie zabieraj organów do nieba?. Jeździliśmy po Krakowie; 80 instytucji, wszystkie media ? i na dobrą sprawę ? nic to nie dało. Potem ?piorun? dotknął Krakowa ? sprawa naszego (początkowo krakowskiego) doktora transplantologa (potem warszawskiego). Burza medialna i to co się wydarzyło ? myślę, że zniszczyło ten tramwaj, którym jeździliśmy. Na długo. I muszę powiedzieć, że dopiero w tym roku ? po raz kolejny mieliśmy taką koncepcję spotkania z konsultantami wojewódzkimi. Było 8 konsultantów. Był Pan Prof. Rowiński jako konsultant krajowy. Wydaje się, że od tego czasu jest troszeczkę lepiej. W tym roku, do tej pory zgłoszono 20 dawców potencjalnych. Było 10 pobrań narządowych. Natomiast problem z sercem jest ten sam. Z tych 10 pobrań ? 4 serca nadawały się do transplantacji. To jest poniżej 50 %. To jest ogromna praca. My wszyscy, ale przede wszystkim pani koordynator (pani mgr Irena Milaniak) co drugi dzień niemalże jeździ po wszystkich zakątkach naszego województwa i ma dziesiątki, setki wykładów dla szkół, liceów, nauczycieli, rządzących gminami. Praktycznie ? gdzie się da. Dla Uniwersytetów drugiego wieku, trzeciego wieku. Ciągle się o tym mówi, żeby ten problem jakoś ruszyć. Rzeczywiście ? jest lepiej, ale z drugiej strony, też pozwolę sobie powiedzieć to anonimowo: - Jest w Krakowie szpital, w którym wiemy, że jest około 600 zgonów rocznie i ten szpital przez całe lata nie zgłosił ani jednego dawcy. Teraz był zgłoszony jeden dawca. Nie było pobrania na skutek braku zgody rodziny. To są proszę Państwa takie problemy. Ale to są też problemy bardzo przyziemne. Jedna z klinik krakowskich powtarzała fakt, że brak jest respiratora. Ten sprzęt który mają ? jest zaangażowany w leczenie chorych ? żywych, a nie dla zwłok. Problem jest też taki; ja przepraszam, że wracam do finansów i Narodowego Funduszu Zdrowia ? ale co raz częściej poruszany jest problem biorców. Biorca do przeszczepu serca musi być (jak to mówią Anglicy: Sick enough but not too sick) wystarczająco chory ale nie za bardzo chory, żeby zrobić przeszczep. Jeżeli chory jest zbyt chory (too sick) to wtedy przeszczep obarczony będzie złym wynikiem i trzeba się zastanowić ? czy etyczne jest u takiego pacjenta przeszczep robić. O ile finansowanie samej transplantacji i prowadzenia potem chorych ? wydaje się, że jest co najmniej dobre, to o tyle opieka z punktu widzenia NFZ i finansowania tych pacjentów przed przeszczepem jest co najmniej zła. Dlatego, że w przeszczepach serca zrobiła się sytuacja, iż przeszczep serca w Polsce jest tylko i wyłącznie dostępny dla biorców pilnych. Czyli tych najtrudniejszych pacjentów, czekających albo na sztucznych komorach jak u pana profesora Różańskiego albo wymagających co najmniej podawania leków inotropowododatnich. Jest ogromny problem hospitalizacji tych pacjentów, rozliczania tych pacjentów. My w tej chwili współpracujemy z kilkoma klinikami: dużymi, wiodącymi, krakowskimi ośrodkami. Tylko tyle powiem: To są trudne rozmowy, dotyczące opieki nad tymi pacjentami. Na dobrą sprawę ośrodek przeszczepiający ? jeśli nie ma tzw. łóżka tisowego, łóżka kardiologicznego, to co najmniej naraża się finansom jednostki. To są proszę państwa bardzo przykre sprawy ? bo my i tak robimy swoje. Nie mniej jednak, gdzieś to drugie dno tej sprawy jest. Myślę, że to powinno być jak najszybciej rozwiązane, żeby ci pacjenci mieli pełny komfort, oni czy też lekarze prowadzący, leczenia, prowadzenia tych pacjentów oczekujących. Zwłaszcza tych w trybie pilnym. Bo prowadzenie potem już biorcy zaczyna się oczywiście przed przeszczepem. Bo jaki ten biorca będzie przed przeszczepem ? tak się nam po prostu ten przeszczep uda. Myślę, że upajam się troszkę tymi cyframi, że jest lepiej. Ale dosłownie jest lepiej od kilku miesięcy. Trzeba wierzyć, że będzie dalej lepiej i tutaj w tej rywalizacji o życie ludzkie będziemy gonić inne ośrodki.
Kraków do tej pory zrobił 515 przeszczepów. Trochę nas to zobowiązuje.

Red. Krzysztof Michalski:
A zobowiązuje Państwa także to, że szpital w którym Państwo pracują nosi imię Jana Pawła II, który przypomnę, wiele lat temu w sposób jednoznaczny mówił o darowaniu życia jednej osobie przez drugą osobę, poprzez ewentualne ofiarowanie swoich narządów do transplantacji po śmierci. Myślę, że trzeba to ciągle powtarzać.
Przejdźmy teraz do dawców żywych. Bo to jest ogromy problem ? tutaj mamy także fatalne statystyki. Chciałem zapytać Panią Prof. Durlik; czego ludzie się obawiają przede wszystkim, dlaczego nie chcą dawać swoich narządów bliskim.

Prof. Magdalena Durlik:
Rzeczywiście mamy fatalne statystyki. Aczkolwiek moglibyśmy powiedzieć, że gdybyśmy mieli bardzo dobrą zgłaszalność zmarłych dawców ? to może tych żywych by tyle nie było potrzebnych.
Wszędzie na świecie narządów do przeszczepienia brakuje. Równolegle powinniśmy pozyskiwać zmarłych i żywych  dawców. Ja zawsze podkreślam: nie mówmy, że nie ma dawców. Są nie zgłaszani dawcy. To jest zasadnicza różnica. Przykro mi to stwierdzić, moja opinia jest taka ? zależy to od środowiska lekarskiego. Bo tam się zaczyna pierwszy etap. Natomiast konieczna jest pomoc w  zorganizowaniu przez   lekarzy procedury zgłoszenia  dawcy w danym szpitalu, bez akceptacji dyrekcji będzie to niemożliwe. Sama dobra wola lekarza nie wystarczy. Jest wiele aspektów organizacyjno-prawnych.  Zaczyna się to od lekarza, który musi zidentyfikować dawcę ale potem jest całe postępowanie organizacyjno-prawne i medyczne.
Wracając do żywych dawców; dotyczy to jedynie nerek i fragmentów wątroby. Program przeszczepiania fragmentu wątroby dla dziecka od żywego spokrewnionego  dawcy rozwija się w  Polsce bardzo dobrze. Jeśli chodzi o przeszczepy nerek od żywego dawcy to Polska zajmuje jedno z ostatnich miejsc w Europie. W niektórych krajach, jak USA czy Norwegia przeszczepienia od żywego stanowią ponad 50% wszystkich zabiegów transplantacji. W Polsce były 22 przeszczepienia w zeszłym roku. I tak nie przekracza ten odsetek  nigdy 2%. W tym roku jest więcej. Jest już 35 przeszczepień od żywego dawcy ? więc znacznie więcej niż w latach ubiegłych.
Myślę, że barier jest sporo. Trudno kogoś zmusić, żeby oddał narząd albo wywierać na nim presję. Przekazywana przez lekarzy (głównie chodzi o chorych z chorobami nerek) informacja pacjentowi, że istnieje  możliwość pobrania nerki od członka rodziny, często  z różnych przyczyn nie dociera do tej rodziny. Nam  trudno jest dotrzeć do rodziny, jeśli nie mieszka razem z naszym chorym. Mówiąc o żywym dawcy, powinniśmy pamiętać - żeby to było najskuteczniejsze i żeby zmniejszyło pulę oczekujących pacjentów na transplantację ? najlepiej, żeby to było przeszczepienie wyprzedzające ? czyli zanim chory zacznie się dializować ? ma żywego dawcę i otrzymuje przeszczepienie. Takie postępowanie zapewnia najlepsze wyniki przeszczepiania i najlepszą jakość życia. U nas niestety przeszczepienia od żywego dawcy dotyczą chorych już dializowanych, a nie tych przed rozpoczęciem dializ.  Natomiast jest często tak, że potencjalny biorca od żywego nie powinien prosić najbliższych i często tego nie robi. Rodzina powinna wiedzieć, że jest taka możliwość z innych źródeł (lekarze, media). Nie zawsze jest łatwo dotrzeć do rodziny. Czasami pytamy się pacjenta, czy nie ma żywego dawcy. On mówi, że nie ma, woli nikogo nie prosić a czasami nie chce narażać najbliższych na ryzyko pobrania nerki. Ta świadomość społeczna i akcje medialne, informowanie, że jest taka możliwość ? powinny być większe.
Jest również tak, że biorca nie zawsze chce otrzymać narząd od rodziny. To nam się też zdarzyło. My prowadzimy od dawna duży ośrodek przeszczepiania od żywego dawcy ? i co jeszcze chcę powiedzieć: Na przebadane wszystkie pary: potencjalnych biorców i dawców - 1/3 otrzymuje przeszczepienie. 2/3 jest dyskwalifikowana z powodu stanu zdrowia dawcy; albo barier immunologicznych albo jakichś innych przyczyn. To nie jest tak, że my nikogo nie badamy.
Co trzecia para  jest skutecznie doprowadzona do zabiegu transplantacji od żywego dawcy. To też jest duża praca ? a efekty są znacznie mniejsze.
W Polsce prawo pozwala nam tylko przeszczepiać od najbliższej rodziny. Można uzyskać zgodę sądu na transplantację od osoby niespokrewnionej ale trzeba  udowodnić długotrwałą więź emocjonalną.
Często jest również tak, że nie zgadza się grupa krwi albo jest bariera immunologiczna. To co się robi na świecie ? to przeszczepienia wbrew grupom krwi albo dodatniemu  cross-match - co jest kosztowną procedurą przygotowania, której w Polsce nie ma. Można przeszczepić nerkę wbrew grupie krwi. To się uda, jeśli zastosujemy odpowiednie procedury i leczenie. To samo jest z chorymi z dodatnią próbą krzyżową, można zastosować kosztowne procedury odczulania. Koleją metoda są przeszczepy  krzyżowe czyli pary wymieniają się nerkami. Małżeństwo jedno ? wymienia się z drugim i na krzyż. U nas prawo na to nie pozwala. Nie ma bazy danych o parach chętnych do takiej wymiany. Inną procedurę, którą się robi ? to tzw. ?przeszczepy domino? ? czyli jest pierwszy altruistyczny dawca ? daje jednemu i potem jest łańcuszek. Jeden daje drugiemu. Natomiast u nas nie ma altruistycznego dawcy. Może być altruistyczny dawca, który wie komu daje ale może być również ?dobry samarytanin?, który nie wie komu daje. W Ameryce to się robi.
Przeszczepy domino (czy przeszczepy krzyżowe) czasami by rozwiązały problem. Czasami jest rodzina i okazuje się, że grupa krwi jest nie taka, czy jest bariera immunologiczna.
Konieczne jest docieranie z informacją do rodzin potencjalnego biorcy, że taka procedura jest, jak również informowanie o aspekcie medycznym, że jest to bezpieczne. Przy obecnym stanie rozwoju medycyny, jest pewnie jakieś ryzyko powikłań, ale jest to naprawdę niewielkie. My bardzo dokładnie oceniamy stan zdrowia dawcy. Poza tym jest w tej chwili również ubezpieczenie;  na zwolnieniu lekarskim dawca dostaje 100 %. Pomoc dla tego dawcy, żeby nie czuł że straci pracę, że coś się stanie jeśli dłużej będzie nieobecny w pracy. I bardzo dobra informacja przez zespół medyczny o aspektach ewentualnych zagrożeń ? musi to być pełna, świadoma zgoda dawcy i biorcy i pełna informacja, że jakieś ryzyka istnieją.

Red. Krzysztof Michalski:
To jest oczywiście ogromny problem z informacją, także wtedy, kiedy już dochodzi do podejmowania decyzji, że ma się być dawcą rodzinnym. Ważna jest świadomość, która w znacznym stopniu wynika z mediów. To pan doktor Wierzbicki  wspomniał o pechowym roku 2007, ale to jest właśnie kamyczek do ogródka mediów. Być może trzeba lepiej tłumaczyć, że musimy oddzielić sferę polityki od spraw zdrowotnych i społecznych. Nie udało nam się. Natomiast skoro już jesteśmy przy przeszczepach od osób żywych, to mała osobista dygresja:
Kilka lat temu moja córka leżała w Centrum Zdrowia Dziecka, na piętrze immunologicznym. Ale to piętro zasiedlone było (nie wiem, czy tak jest w dalszym ciągu) także przez dzieci czekające na przeszczep. Poznałem tam małą dziewczynkę, którą moja córka (wtedy starsza, licealistka) się opiekowała. Ta dziewczynka czekała na przeszczep wątroby. Jej matka w ogóle nie miała pojęcia, że przeszczep rodzinny jest możliwy. To była prosta kobieta ze Śląska. Kiedy dowiedziała się, że może uratować córkę po prostu powiedziała; Tak? Mogę uratować swoje dziecko? Oczywiście, że to zrobię.
To było dla niej oczywiste, że może zrobić po raz kolejny coś dla swojego dziecka.
Chciałem zapytać Panie profesorze: czy sprawa Tomka, którą media wykorzystują ? lepiej lub gorzej ? no, ale mam nadzieję, że w sumie dobrze; wpływa na zmianę postaw? Jakie są największe bariery przy przeszczepach u dzieci?

Prof. Piotr Kaliciński:
Dziękuję za zaproszenie do tej debaty. Tomek ? nasz mały pacjent, stał się od pewnego czasu takim symbolem. Otworzył media na transplantologię bardzo szeroko. Myślę, że to bardzo dobrze, że tak się stało. Spieszę poinformować, że Tomek ma się dobrze. Nic złego się z nim nie dzieje. Zrobił bardzo wiele dobrego ? ale tak naprawdę poprzez media, które podchwyciły tę historię dla całej transplantologii.
Nawiązując do tych wypowiedzi, które były poprzednio, rozwój transplantologii leży w kilku płaszczyznach. Musi być pewna równoległa, stała edukacja, informacja, również stałe i dobre emocje wokół transplantologii. Wyprzedzać je muszą te wszystkie rozwiązania systemowe, o których mówił Pan Prof. Wałaszewski: wprowadzanie koordynatorów transplantacyjnych, edukacja również naszego środowiska medycznego; to o czym mówiła Pani Prof. Durlik.
Jeżeli gdzieś w tym łańcuchu ktoś nie będzie funkcjonował na tych samych falach i nie będzie rozumiał, że jego rola determinuje również ratowanie wielu osób ? to nigdy tego postępu nie uzyskamy.
Jest szereg rzeczy, które już dzisiaj możemy widzieć, np. takie, że w tym okresie od kiedy ta sprawa stała się głośna ? mieliśmy szereg pobrań narządów od zmarłych dzieci, do których to pobrań doszło z inicjatywy rodziców. To oni wymusili na lekarzach, którzy opiekowali się dziećmi w okresie do ich zgonu, do ich śmierci ? żeby zgłosili ich jako potencjalnych dawców. To były ośrodki, w których nigdy przedtem nie dokonano pobrań narządów. To są oczywiście doraźne efekty. Ale taki ośrodek, w którym już raz doszło do pobrania przełamuje pewną barierę. Na pewno łatwiej im będzie w przyszłości pewne procedury wdrożyć, których być może się obawiano. Obawiano się rozmów z rodzinami.
W tym sensie jest to niewątpliwie bardzo ważna rzecz, że mówi się o tym. Dobrze jak się mówi w sposób ciągły. Nie są to tylko akcje.
Oczywiście Światowy Dzień jest bardzo ważnym elementem. Będziemy go również obchodzić w naszym szpitalu. Zapraszam przy okazji na festyn, który będzie zorganizowany w Centrum Zdrowia Dziecka dla całej społeczności, promujący Światowy Dzień Transplantacji.
Chcę również powiedzieć o rodzinnym dawstwie.
W krajach zachodnich istnieje swego rodzaju moda, która jest wynikiem tej pozytywnej edukacji; żeby być dobrym, żeby ofiarować, żeby kochać najbliższych. Musimy również przekonać swoje społeczeństwo, że warto być lepszym, że warto pomagać innym. Myślę, że dużo się zmieniło w naszym kraju w tym sensie. Stąd w naszym ośrodku jest tak dużo pobrań od dawców rodzinnych. Na pewno łatwiej jest pomóc swojemu małemu dziecku. Ale to o czym mówiła Pani Prof. Durlik; dotarcie z informacją do rodzin osób dorosłych oczekujących np. na przeszczepienie nerki jest trudniejsze. Ale jeżeli my nie dotrzemy do nich (poprzez media albo bezpośrednie kontakty) to te rodziny będą bierne i nie wystąpią z taką inicjatywą. Myślę, że wszystkie te działania razem dopiero dają efekt. Chcę jeszcze raz powiedzieć, że w ostatnich latach ? ten ?dołek 2007 roku?, zrobił taką reakcję odwrotną, że i media chętnie się włączają w promowanie idei transplantacji. Pociąga to za sobą rozwiązania systemowe ? i Ministerstwo Zdrowia i poprzez działania stowarzyszeń pozarządowych, Krajowej Rady Transplantacyjnej, Poltransplantu. Jednak wiele nowych rozwiązań systemowych jest wdrażanych. Potrzebny jest czas, żeby one przyniosły efekty.

Red. Krzysztof Michalski:
Czas i szeroka edukacja społeczna, o której Pan mówił, dają tak naprawdę taki efekt synergiczny. Nie wystarczą media, potrzebne jest działanie Kościoła, domu i szkoły. Na różnym etapie rozwoju człowieka różne środowiska wpływają na postawy.
No i właśnie, w pewnym momencie trafiają młodzi ludzie na Warszawski Uniwersytet Medyczny. I co się tam dzieje Panie Rektorze?
Chciałbym, żeby Pan powiedział;  jak wyglądają sprawy edukacji, przygotowywania także koordynatorów. Za chwilę prof. Rowiński powie o działaniach systemowych.

Dr hab. n. med. Sławomir Nazarewski:
 W Warszawskim Uniwersytecie Medycznym prowadzimy edukację przeddyplomową i podyplomową. Podejrzewam, że w zakresie transplantologii jest ona, jak pokazuje życie, niewystarczająca w stosunku do potrzeb. Edukacja przeddyplomowa obejmuje tydzień zajęć z transplantologii klinicznej ? a tak naprawdę tylko 5 dni na VI roku dla studentów wszystkich wydziałów lekarskich. Wczoraj odbyło się posiedzenie Rady Ministrów, na którym przegłosowano pakiet zdrowotny, który mówi m.in. o tym, że studenci nie będą odbywali stażu podyplomowego. Planowane jest jego włączenie do VI roku studiów, w czasie którego będą odbywały się głównie zajęcia praktyczne. Jeśli Sejm przegłosuje tę propozycję i pakiet zdrowotny przejdzie całą drogę legislacyjną, to konieczna będzie weryfikacja całego programu edukacyjnego studiów lekarskich. Gdzieś miejsce na transplantologię na pewno się znajdzie. Ale to nie rozwiąże problemu.
Kształcenie podyplomowe - to funkcjonujące od 2007 roku studia podyplomowe dla koordynatorów transplantacyjnych. W minioną sobotę rozpoczęła się kolejna edycja tych studiów. Mamy za sobą 7 takich edycji. Wyedukowano do tej pory około 200 koordynatorów. Powiedziano już dzisiaj, że jest to bardzo ważna sprawa, że ci ludzie pojawiają się w polskiej ochronie zdrowia. Musimy mieć pełną świadomość tego, że koordynacja i koordynatorzy mają olbrzymią funkcję do odegrania na polu transplantologii. Ale nie jest to problem jedyny, który wiąże się z polską transplantologią. Mówiono o tym, że w województwie zachodniopomorskim mamy 35 pobrań nerek na milion mieszkańców, w wielkopolskim: 25, na Mazowszu niecałe 9. W zachodniopomorskim jest kilku koordynatorów, w woj. mazowieckim ? kilkudziesięciu. Widać więc, że nie ma bezpośredniej zależności między liczbą koordynatorów a liczbą pobrań narządów na danym terenie. Proporcjonalnie ? im więcej koordynatorów, tym powinno być więcej pobrań. Być może to się zmieni. Potrzebujemy trochę czasu, wytworzenia innych mechanizmów. Jestem przekonany, że samo zwiększenie liczby koordynatorów nie przyniesie jednak bezpośredniej znaczącej poprawy. Sporo do zrobienia jest w dalszym ciągu w tzw. świadomości polskiego społeczeństwa. Prof. Wałaszewski powiedział, że jest dobrze. Na pewno jest lepiej, na pewno jest inaczej. Wydaje mi się, że jeszcze jest sporo do zrobienia. Zarówno edukacja, jak i właściwa informacja kształtują świadomość. W związku z tym, im więcej zainwestujemy w edukację, im więcej tych dobrych, pozytywnych informacji znajdzie się wśród polskiego społeczeństwa, tym lepszy efekt osiągniemy w przyszłości w podejmowaniu określonych decyzji. Moi przedmówcy wskazywali na to, że czym innym jest deklaracja oddania narządu, a inaczej wygląda potem rzeczywistość. Wiem, że koledzy na Śląsku prowadzili badania ankietowe wśród tamtejszego społeczeństwa, które deklarowało 95% poparcia dla transplantologii. Natomiast w obliczu realnej sytuacji, która może przytrafić się ludziom, którzy wcześniej deklarowali to 95%-owe poparcie, tzn mówili: ?(?) jestem za transplantologią?, wycofują się z tych deklaracji , a odsetki faktycznego poparcia stają się zdecydowanie niższe.

Red. Krzysztof Michalski:
Bo to jest niestety takie poparcie: że popieram, ale żeby to  inni dawali ewentualnie dla mnie.

Dr hab. n. med Sławomir Nazarewski:
Tak, natomiast jeśli ja stanę w obliczu takiej sytuacji, że muszę oddać narząd lub wyrazić zgodę na pobranie od członka rodziny, to w tym momencie zaczynam się zastanawiać, a często wycofywać.

Red. Krzysztof Michalski:
Stąd ten zarówno efekt domina, jak i rozwiązania altruistyczne, o których mówiła Pani Profesor Durlik, są tak ważne, bo rzeczywiście coraz więcej ludzi to rozumie.
W rodzinie też potrzebna jest wiedza, że tak można robić.

Prof. Witold Rużyłło:
Dla mnie szokujące są dane, które przedstawił prof. Nazarewski, że mamy kilkudziesięciu koordynatorów w woj. mazowieckim i kilku w woj. zachodniopomorskim. Jaka olbrzymia dysproporcja! Wiemy, że woj. zachodniopomorskie jest liderem w zakresie dawców i przeszczepiania narządów.  Sprawa jest zupełnie oczywista. Nie liczba decyduje, tylko chęć współdziałania, chęć współpracy i rzeczywiste zaangażowanie koordynatorów. Wracam jak mantra do problemu koordynatorów. Uważam (i opieram się na rozmowach z kardiologami hiszpańskimi sprzed kilku laty), że sprawa koordynatorów, dobrych koordynatorów (zostawmy co to znaczy dobry koordynator ? pan prof. Rowiński będzie mógł to zdefiniować) kompletnie zmieniła sytuację w Hiszpanii ? jeżeli chodzi o przeszczepy serca.

Red. Krzysztof Michalski:
Pan Prof. Rowiński powie o rozwiązaniach systemowych. Być może są one najistotniejsze, bo nie wycinkowe. - Partnerstwo dla Transplantacji; Panie Profesorze ? czy to jest dobre rozwiązanie systemowe?

Prof. Wojciech Rowiński:
Dziękuję Panu Prof. Rużyłło, dziękuję Państwu, moim przyjaciołom ze Stowarzyszenia, którzy zawsze zawiadamiają o każdej uroczystości, i dziękuję dwóm Paniom: Marcie Szobskiej i Sylwii Wiśniowskiej, które są dobrym duchem tego programu, o którym za chwilę powiem.
Mówiliśmy tutaj o różnego typu barierach. Przeszczepienie narządu (bo mówimy tylko o narządzie; nie o komórkach, nie o tkankach) to dar, altruizm, empatia, solidarność. Czyli narząd. Zgadzam się z Prof. Wałaszewskim. Akceptacja społeczna jest znacznie lepsza niż przed laty. Do tego dochodzi ogromny element logistyki. Logistyka to jest organizacja w obrębie szpitala, w którym się świetnie leczy ludzi ale i ludzie umierają. Logistyka- to obecność koordynatora transplantacyjnego w każdym szpitalu, w którym możliwe jest pobranie narządów, przychylny ordynator oddziału, nie tylko intensywnej terapii  ale również neurologii lub neurochirurgii, oraz dyrektor tego szpitala, który rozumie konieczność pobierania narządów od zmarłych. 
A dyrektor  czasami mówi; - ja mam niski kontrakt, NFZ nie płaci, protestują lekarze, strajkują pielęgniarki. Po co mi to całe przeszczepianie?
Takie jest znaczenie programu ?Partnerstwo dla Transplantacji?, którego koncepcja powstała kiedy odwiedziłem Wojewodę Millera, którego znałem jeszcze z okresu pracy w NFZ. I pokazałem, jak źle jest w woj. małopolskim. W roku 2009 było w tym województwie zaledwie 1,5 pobrań na milion. Jeśli jest ktoś na sali z mediów, to proszę pamiętać, że ja nigdy nie mówię (i myślę, że nie powinniśmy mówić), że brakuje dawców. Brakuje narządów do przeszczepienia. To jest niby drobiazg ? ale społeczeństwo odbiera to bardzo wrażliwie.
Pan Wojewoda Miller, powiedział : tak Pan mnie zawstydził ? zróbmy coś razem! I tak narodziła się nazwa programu; ?Partnerstwo dla Transplantacji?. W tej chwili, Pani Minister Kopacz przejęła patronat nad tym programem. 13 województw już podpisało List intencyjny. W zeszłym tygodniu ? woj. lubuskie i opolskie. W poniedziałek zachodniopomorskie, co mnie bardzo ucieszyło. Bo zachodniopomorskie jest nazywane ?jaskinią lwa?. Ponieważ tam mają te 35 pobrań na milion. I wczoraj dolnośląskie. Zostały tylko 3 województwa.
Co oznacza słowo partnerstwo? Że wszyscy muszą chcieć. To nie jest tak, że jest złe społeczeństwo albo źli lekarze albo brak organizacji albo zły NFZ, itd. Partnerami porozumienia w każdym województwie jest: Wojewoda, który ma konsultantów w zakresie nefrologii, anestezjologii, neurologii, neurochirurgii ? i może przez nich wpływać na poszczególne szpitale. Jest Marszałek, który ma kilkanaście lub kilka szpitali ? bo jego urząd jest organem założycielskim. Jest konwent powiatów. To starostowie są w radach społecznych szpitali i mogą powiedzieć dyrektorowi, który czasami odmawia (co zdarzyło się w Małopolsce ? była głośna sprawa) ? Panie dyrektorze, Pan nie musi być dyrektorem szpitala jeśli pan nie dba o interesy zdrowotne swoich mieszkańców. Ja takie zdanie powiedziałem w Małopolsce. Potem przepraszałem za swoje słowa, ale tak to jest.
Partnerem jest również kuratorium ponieważ dydaktyka, lekcje w liceach, samorządowe centra nauczycieli, które podlegają Marszałkowi ? to jest niezmiernie ważne. Partnerem jest Okręgowa Izba Lekarska, dlatego, że to okręgowe izby organizują spotkania dla anestezjologów ,z udziałem aktorów i psychologa klinicznego ? dr Jakubowskiej z Centrum Zdrowia Dziecka. Na takich spotkaniach Prof. Bohaterowicz ma wykład o rozpoznawaniu śmierci mózgu, po czym odbywa się pokaz i  nauka  rozmowy w sytuacji stresowej. 
Partnerem jest Prezydent miasta wojewódzkiego. Partnerem jest Rektor miejscowej wyższej uczelni. W Opolu Rektor postanowił zorganizować  cykl wykładów otwartych dla społeczeństwa.  
 Partnerem jest również Kościół. Hierarchowie są ważni dlatego, że po pierwsze: potrzebne są w seminariach duchownych wykłady (bo przecież ci młodzi chłopcy nic nie wiedzą na temat przeszczepiania narządów),  a poza tym biskup ma spotkania z kapelanami szpitalnymi, którzy są najbliżej rodziny osoby umierającej.
26 października Abp Nycz i Abp Hoser mają spotkanie z kapelanami szpitalnymi - dwudniowe dni skupienia.  Pan  prof. Krzysztof Zieniewicz i ja zostaliśmy zaproszeni na to spotkanie. Jednak   Kościół to nie tylko hierarchowie. Kościół to  proboszcz małej parafii i jego parafianie. Tutaj pokłon dla Stowarzyszenia osób z przeszczepionym narządem ? nigdy nie mówię ?pacjentów z przeszczepionym narządem? ? bo państwo są zdrowi. Załatwiono w woj. mazowieckim zgodę kilku proboszczów na wyjście na ambonę po kazaniu - osoby z przeszczepionym narządem. Nie ma lepszej demonstracji ? jak ważna jest to metoda leczenia.
Zatem ?Partnerstwo dla Transplantacji?, które jest akcją całego środowiska transplantacyjnego, oznacza, że wszyscy powinni chcieć. Ma dwa cele: realizowane różnymi metodami; jedno to jest zwiększenie pobrań od dawców zmarłych, żeby lew Polski był taki jak lew Europy. Nie tylko w województwie zachodniopomorskim ale w dwóch, trzech innych też. I praktycznie rozwinięcie programu przeszczepiania nerek od dawców żywych. To jest nieporozumienie, co się w Polsce dzieje. Mam zupełnie odmienne zdanie od większości moich kolegów nefrologów. To w rozmowach z Panią Prof. Durlik ? rozmawialiśmy, że każda z pań woli dostać kolię brylantową niż o nią prosić. I powinniśmy tak traktować naszych pacjentów. Rodzina powinna zaproponować a nie należy ich pytać, czy ma pan kogoś ? kto by oddał panu nerkę. Zaczęliśmy takie działania. Pan Prof. Włodarczyk odwiedził trzy stacje dializ razem z psychologiem i nefrologiem w kujawsko-pomorskim. Na spotkaniach tych były rodziny pacjentów i pacjenci. Po tych trzech spotkaniach ma 3 czy 4 potencjalne pary. Czy coś z tego wyjdzie? Nie wiem. Oczywiście Pani Profesor ma rację, że spośród osób wstępnie kwalifikowanych zaledwie 30 % może być dawcą nerki. Ale jeśli będzie badanych 300 osób to będziemy mieli 100 przeszczepień.
Zatem myślę, że program ?Partnerstwo dla  Transplantacji?  stwarza  szansę na poprawę sytuacji. I nie tylko zwiększenia liczby pobrań od zmarłych ale doprowadzenia do sytuacji, że pojawi się i tygrys Polski (Bo tygrysem Europy jest Norwegia. Tygrysy są inteligentniejsze niż lwy. Lwy są silniejsze ale tygrysy są sprytniejsze). W Norwegii mają  62 przeszczepienia nerek na milion ludności. Mają 22 pobrania na milion ludności od dawców żywych i drugie tyle od osób zmarłych. I 22 % to przeszczepienia wyprzedzające ? czyli przed rozpoczęciem dializ. Niezmiernie pozytywną inicjatywą było spotkanie przed 10 dniami z prezesami 6 prywatnych sieci dializacyjnych tj. 60 % chorych dializowanych. Oni teraz co miesiąc będą przesyłali dane z ich stacji dializ, w których będą informacje: ile jest osób dializowanych, ile jest zgłoszonych do krajowej listy oczekujących, a u ilu nie można tego zrobić z różnych powodów. Są stacje, w których jest zero osób zgłoszonych, są takie w których jest 15 % zgłoszonych.
Znam dyrektora publicznej stacji dializ w woj. mazowieckim, który zabronił zgłaszania; powiedział, że on na tej procedurze nie traci. Bo NFZ wystarczająco płaci. Ja powiedziałem o tej inicjatywie tylko dlatego, że moje listy wysłane do konsultanta krajowego nefrologii przed 6 miesiącami, wszystkich konsultantów wojewódzkich nefrologii - spotkały się z odzewem tylko Pani Prof. Durlik. Nikt w ogóle na to nie zareagował. Wobec tego pomyślałem, że może trzeba porozmawiać przynajmniej z połową stacji dializ - czyli z prywatnymi. I tylko dlatego nawiązałem z nimi kontakt. Jestem głęboko przekonany, że za rok będzie sytuacja lepsza. Dziś jest święto, to cieszmy się, że jest trochę lepiej niż było i że będzie jeszcze lepiej.

Red. Krzysztof Michalski:
Nie tylko powinno się chcieć ? tylko wiedzieć jak to ?chciejstwo? zamieniać w czyny. Rozumiem, że ta wiedza też jest potrzebna.
Chciałbym się zwrócić do kolegów dziennikarzy, którzy są tutaj. Proszę pamiętać, że to jest walka o zdrowie i o życie ludzi. Często - także naszych bliskich. Żeby nie było takiego syndromu ?chciejstwa politycznego?. Pewien onkolog powiedział mi, że jeden z polityków zaczął się interesować onkologią dopiero wtedy, kiedy na nowotwór zachorowała jego najbliższa osoba. Wcześniej argumenty, zmierzające do tego, żeby uruchomić narodowy program zwalczania chorób nowotworowych były przez tego polityka odrzucane. Ale to jest rzeczywiście sprawa bardzo ważna.

Prof. Witold Rużyłło:
Prof. Korewicki powiedział o wspomaganiu krążenia. Na chwilę wrócę do serca. Otóż proszę Państwa, to troszkę będzie nawiązywało do tego, o czym powiedział dr Wierzbicki. Tak na dobrą sprawę mamy pilnych i super pilnych chorych do przeszczepu serca. Czasy, kiedy mieliśmy planowych chorych, czasy przełomu lat 80 i 90, gdzie przeszczepiało się serca u bardzo stabilnych chorych-minęły. My mamy rzeczywiście prawie wszystkich chorych pilnych albo super pilnych. Mamy w tej chwili program prowadzenia chorych, którzy nie mogą już czekać na dawcę (a problem dawcy był tutaj szeroko omawiany) ? na sztucznych komorach. Padło sformułowanie ze strony prof. Różańskiego, że jest chory, który ma wszczepioną pompę, wspomagającą lewą komorę ? rotacyjna pompa wirowa. Jestem przekonany, że to jest przyszłość dla wielu chorych z niewydolnością serca, również tych czekających na przeszczep serca. Nie zawsze trzeba stosować dwukomorowe pompy pneumatyczne pracujące zamiast serca. Ten chory po roku waha się czy poddać się zabiegowi przeszczepienia serca. W przyszłości wspomaganie lewej komory, tzw. LVAD może być nie tylko pomostem do przeszczepu, ale stanowić terapię definitywną. To zapewnie nowa era w kardiologii i kardiochirurgii.
Inny, poruszany już tutaj problem, o którym musimy mówić to problem chorych super pilnych. To prawdopodobnie potwierdziłby również Prof. Zembala ze Śląska. Musimy się przygotować do tego, że będziemy mieć coraz więcej chorych takich jak dwóch naszych ostatnich pacjentów. Obaj mięli wszczepione pompy (będę je nazywał krótko ? pompy Religi) bo nie było dla nich dawców. Rozumiemy już, że pewna grupa chorych musi być leczona wspomaganiem lewej komory, a u innych konieczne jest całkowite wspomaganie serca, a więc stosowanie dwóch sztucznych komór pracujących w systemie pneumatycznym. Mówię o tym dlatego, że to jest nasz chleb powszedni w transplantacjach serca. I warto, żebyśmy zdali sobie z tego sprawę, że problem nie jest prosty: czy to jest pomost do przeszczepu ? tak jak to dziś widzimy, a może ? terapia na zawsze (destination therapy). Być może mała, wspomagająca lewą komorę pompa, naszyta na lewą komorę z małą baterią  wystarczy pewnej grupie chorych,  żeby mogli normalnie funkcjonować w społeczeństwie? To wielkie wyzwanie przed kardiologią i kardiochirurgią. I warto, żebyśmy to sobie dzisiaj powiedzieli ? bo to jest zupełnie nowa jakość. Jak zaczynaliśmy przeszczepy serca tego nie było. Minęło ponad 25 lat i pojawiły się zupełnie nowe możliwości leczenia ciężkiej niewydolności serca.

Red. Krzysztof Michalski:
Ja myślę, że jedno i drugie i trzecie i czwarte. To znaczy; świadomość, odpowiedni system organizacyjny, program, rozwiązania systemowe, ale także świadomość tego, że są takie przypadki, o których mówił Pan Profesor. Ja z prof. Religą, od samego początku (od kiedy powstała idea sztucznego serca) ? rozmawialiśmy na ten temat. To są rzeczy niewykluczające się. Powinniśmy mieć taką wiedzę.

Wróć